Polskie zabawy karnawałowe niczym nie ustępowały tym europejskim. Bawiono się wesoło i hucznie, niezależnie od stanu społecznego – różniły się tylko rodzaje rozrywek. Szlachta największą estymą darzyła kuligi, co staje się zrozumiałe, gdy przytoczy się przysłowie z nimi związane: ”Kulig to zabawa jeszcze od Popiela - ma za cel, by każdemu zalała gardziela". Przygotowania musiały być staranne, gdyż odwiedzających należało podjąć nocną ucztą oraz śniadaniem, po którym goście udawali się do kolejnego dworu. W czasie kolacji podawano różne rodzaje mięsa, popijane rozmaitymi trunkami, zaś ukoronowaniem posiłku był bigos. Równie popularne wśród stanów wyższych były bale, gdzie cel rozrywkowy łączył się z praktycznym, była to bowiem idealna okazja do zaprezentowania się panien na wydaniu oraz obejrzenia przez licznie zgromadzone matki i ciotki potencjalnych konkurentów do ich ręki.
W miastach wielką popularnością cieszył się zapożyczony z Włoch zwyczaj organizowania redut, czyli bali kostiumowych, za które płaciło się drogi bilet wstępu. Jak wspominał historyk Grzegorz Kitowicz, „te dwie rzeczy służyły wszystkim w powszechności darmo: światło i kapela. Resztę trzeba było sowicie opłacić, której kto potrzebował do posiłku. Szklanki wody czystej nie dano tam darmo”. Na wsiach bawiono się w karczmach oraz organizowano pochody przebierańców, zależnie od miejscowości chodzono z kurkiem lub bocianem, odwiedzając ludzi w domach i zbierając datki. Najlepiej dawne polskie karnawały podsumował poseł sułtana Sulejmana II Wspaniałego, gdy przedstawił mu sprawozdanie z podróży: „W pewnej porze roku chrześcijanie dostają wariacji i dopiero jakiś proch sypany im w kościele na głowy leczy takową”.
Joanna Rayzacher





Komentarze: