Wbrew pozorom, nie mowa tu o ludziach, ale o samochodach. O Cadillakach, Buickach, Dodge'ach, które w miniony weekend wystawili pasjonaci amerykańskiej motoryzacji w Galerii Łódzkiej. Każdy z prezentowanych typów samochodów brał udział w największych produkcjach filmowych rodem z Ameryki, jeździły nimi największe sławy muzyki rozrywkowej i najgroźniejsi przestępcy ubiegłego wieku. Wspomnieć można tu różowego Cadillaka Devile z 1959 r; oprócz koloru posiada on jeden szczegół, który wyróżnia go z tłumu, największe tak zwane "tylne skrzydła". Był to też ostatni produkowany samochód z tak wielkim kultowym elementem. Różowy kolor był też w tamtych czasach bardzo popularnym lakierem wśród tego typu krążowników. Najbardziej znany Cadillac był własnością króla rock'n'rolla, Elvisa Presleya. Wszystkie auta oczywiście ociekają chromem, w którym lubowali się ówcześni kierowcy. Pojazd miał błyszczeć z daleka i wszyscy mieli go słyszeć. Każdy z tych pojazdów posiada silniki, które przy normalnej eksploatacji połykały ogromne ilości paliwa. Spalić 25 litrów na każde sto kilometrów było dla nich czymś naturalnym. Buick Riviera z 1973 roku pod maską chowa legendarny silnik V–8 o pojemności 7,5 litra i mocy 265 koni mechanicznych, a "zadowalał się" 30 litrami benzyny. Jednak w tamtych czasach nikt się tym nie przejmował, paliwo było po prostu tanie. Ważny był wygląd i wygoda, a te wozy należą do czołówek, jeżeli mowa o komforcie podróżowania. Wygodne i wielkie siedzenia, które w dalekich trasach uprzyjemniały kierowcy jazdę, elektryczne szyby, automatyczne skrzynie biegów czy wspomaganie kierownicy były w w latach 60 ubiegłego wieku na wyposażeniu standardowym. Dziś komfort jaki te pojazdy prezentują, spotyka się jedynie w klasach premium. A na polskich drogach królowały wówczas jakże piękne warszawy czy syreny...
(DS)






















Komentarze: